tablet

Right-Time Marketing – cz. 4 – Jak pozyskać 2000 subskrybentów w 48 godzin?

Dziś pokazuję, jak pozyskałem długą i szeroką bazę w dwa dni i nie zapłaciłem za to ani grosza. Co więcej  – jest to baza wysokojakościowa, to jest takich osób, co do których wiem, że są moimi potencjalnymi nabywcami.

Długą i szeroką bazę mailingową?

Właśnie tak. Podchodząc do zagadnienia „obszerności” baz trzeba wskazać dwa wymiary: szerokość i wysokość Twojej listy.

Wysokość listy to po prostu liczba kolejnych rekordów. Zazwyczaj wszyscy cieszą się z wysokich wartości tego parametru, bo jest on bardzo prosty do mierzenia. Często jednak posługiwanie się jedynie tym kryterium na koniec dnia okazuje się po prostu słabe, bo ilość nie zawsze oznacza jakość.

Ile zatem rekordów powinno być w Twojej bazie newslettera? Odpowiedź: Tyle, ilu odbiorców jesteś w stanie rzeczywiście zainteresować tym, co masz im do powiedzenia.

Szerokość listy – to liczba pól opisująca każdego odbiorcę. Zazwyczaj w bazach newsletterów na stronach B2B, biznes-blogach i tech-blogach szerokość bazy to jedno pole, zawierające adres e-mail. Wynika to z faktu, że w większości wypadków łatwiej jest zapisać użytkownika na newsletter, kiedy musi on wypełnić tylko jedno pole.

Jednak – im szersza jest Twoja baza, tym więcej informacji o użytkowniku posiadasz. A wówczas… wówczas otwierają się zupełnie nowe możliwości: personalizacji przekazu oraz formownia wręcz kompletnie różnych przekazów do różnych grup odbiorców, zależnie od wartości owych pól.

Dzięki right-time marketingowi w 48 godzin pozyskałem bazę zarówno długą, jak i szeroką.

Więc gdzie ten right-time marketing?

Zawsze tam, gdzie jest ODPOWIEDNI moment. Dla mojej akcji odpowiedni moment nadarzył się w marcu 2013 roku, kiedy weszły w życie znowelizowane przepisy prawa telekomunikacyjnego, nakazujące informowanie o plikach cookie.

Momentalnie dziesiątki polskich firm webmasterskich poczuły możliwość zarobienia kilkudziesięciu zł za wdrożenie prostego skryptu, wyświetlającego informację na stronie www. Tak – jesteśmy przyzwyczajeni do transakcyjności w relacjach z Klientem… i wcale mnie to nie cieszy. W ciągu 48 godzin poprzedzających wejście w życie nowych przepisów dostałem kilkanaście ofert wykonania popupa. Za 49,- zł, za 99,- zł i tym podobne. I żadnej oferty bazującej na budowaniu relacji!

Postanowiłem to zmienić…

Zaoferowałem Klientom coś o wiele ciekawszego: BEZPŁATNY wzór polityki prywatności. Polityka ta dość szczegółowo opisywała różne aspekty plików cookie, wymagane nowymi przepisami, a przy okazji wskazywała także na parę innych elementów informacyjnych. Jednym słowem – jeśli Twój serwis w marcu nie miał jeszcze takiej polityki – to był to świetny moment, aby to nadrobić.

Właśnie dlatego przygotowałem mailing z informacją o nowych przepisach i pytaniem, czy odbiorca zgadza się otrzymać bezpłatny wzór polityki prywatności…  Jedyną „ceną” za pobranie dokumentu było podanie swoich danych: imienia, adresu mailowego oraz adresu strony www.

Ile trwało oczekiwanie na efekty?

Wystarczyło 48 godzin. W dwa dni zapisało się blisko 2 tysiące osób, o których wiem:

  • Jak mają na imię
  • Jaki jest adres ich stron www
  • Jaki jest ich adres mailowy
  • I najważniejsze – że dobrowolnie podali te dane.

Zdaję sobie sprawę, że bardzo niewielu z nich DZISIAJ potrzebuje tego, co sprzedaje firma, dla której prowadziłem tą kampanię (usługi SEO oraz hostingowe). Jednak, prędzej czy później, większość z nich będzie podejmować decyzje o wyborze wykonawców w tym zakresie – przecież mają strony internetowe, które najwyraźniej traktują poważnie, skoro zainteresowali się zmianą przepisów w zakresie ciasteczek…

Jak kierowcy na parkingu

To jedna z moich ulubionych metafor. Wyobraź to sobie dokładnie – jesteś sprzedawcą opon i patrzysz na ogromny parking, taki na pół tysiąca samochodów. Możesz nagabywać każdego z kierowców, kusząc go rabatem na zestaw opon… ale tak naprawdę przecież DZISIAJ tylko niewielki procent z nich potrzebuje opon, prawda?

W związku z tym szansa na to, że sprzedaż opony choćby jednemu kierowcy na dziesięciu, jest niewielka. Za to szansa, że ich wszystkich zirytujesz – całkiem spora. Co innego natomiast – pozyskać kilka informacji na temat stylu jazdy, pokonywanych nawierzchni, rocznego kilometrażu… w ten sposób możesz wrócić do kierowcy w ODPOWIEDNIM momencie, czyli wtedy, kiedy najbardziej będzie on potrzebował wymiany opon. Staniesz się wtedy przyjacielem, a nie irytującym akwizytorem na parkingu. Right-time marketing jest zatem elementem koniecznym w budowaniu długotrwałych relacji z Klientem.

Right-Time Marketing czy Real-Time Marketing?

Opisana kampania jest przykładem marketingu czasu rzeczywistego. Nie odniosłaby sukcesu w innym momencie, niż moment wejścia w życie przepisów znowelizowanego prawa telekomunikacyjnego. Marketing czasu rzeczywistego wykorzystuje okazje, jakie dają nam bieżące zdarzenia.

Right-time marketing z kolei koncentruje się na działaniach we WŁAŚCIWYM czasie. TERAZ bywa właściwym momentem, ale nie zawsze tak jest. To działania marketingowe, skupione wokół generowania i wykorzystywania właściwych momentów, podczas gdy real-time marketing raczej – wykorzystuje „duże” wydarzenia zewnętrzne jako dobre okazje. Jest zatem pojęciem „węższym” i nie zakłada generowana „okazji”, a jedynie ich aktywne wykorzystywanie.